Hejt w internecie

2020-08-14

dr Rafał jakub Pastwa, pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Dziennikarstwa i Zarządzania na Wydziale Nauk Społecznych KUL, społecznik, pisarz, duchowny katolicki.

 

 

Media i my

 

 

Chciałabym, żebyśmy zaczęli od wyjaśnienia pojęcia hejt internetowy. Czy możemy to słowo tak po prostu rozumieć jako nienawiść internetową czy jest to szersze zjawisko?

 

Oczywiście, że jest to zjawisko szersze. Nie tylko dotyka szeregu różnych zjawisk, ale i przenosi się na życie osobiste, na życie offline. Gdy nadeszła era mediów masowych i mediów społecznościowych, to właśnie w nich zaczęły odbijać się skrywane wcześniej w człowieku zachowania i stosunek do innych. Teraz proces ten przebiega dwukierunkowo– media nadają ton naszemu życiu, one kształtują naszą mentalność i zachowania. Niestety, wiele osób przenosi z mediów do świata rzeczywistego podziały albo zachowania agresywne. W znacznej mierze procesy mediatyzacji spowodowały, że agresja, także słowna, wykroczyła poza kontakt bezpośredni i fizyczny. Nagle wszechobecni politycy skorzystali z okazji i pod wpływem polityzacji mediów, weszli z agresywnymi zachowaniami pod nasze strzechy. Przy czym, okazało się, że można o drugim człowieku powiedzieć wszystko i w zasadzie nie ponieść za to żadnych konsekwencji. Przykład idzie z góry. Pozorna anonimowość w sieci spowodowała, że przeciętny użytkownik mediów zaczął sobie folgować i krzywdzić słownie innych, a swoje opinie na każdy temat zaczął traktować jak równoprawne z głosem ekspertów. Hejt polega na agresywnym stosunku do innych w sieci i poza nią, w negatywnych komentarzach i zachowaniach, np. poniżanie, obrażanie, łamanie zasad prywatności i dobrych praktyk. Może odnosić się do konkretnej osoby, albo grupy osób, wspólnot czy grup społecznych, etnicznych, wyznaniowych i innych. Jest on oznaką braku panowania nad emocjami, ale też często stanowi element programowych kampanii i działań. Nie zawsze skierowany jest ze strony większości w kierunku mniejszości. Hejt staje się formą wykluczenia, nierównego traktowania, a także przemocy, w przestrzeni internetowej jest określany jako cyberprzemoc.

 

Zastanawia mnie, że jest taka niesamowita łatwość do obrażania innych, do agresywnej wypowiedzi...

 

Łatwość ta wynika stąd, że w społeczeństwie istniało stopniowe przyzwolenie na to, żeby za słowa nie ponosić odpowiedzialności i konsekwencji. Powoływano się najpierw na wolność słowa, a potem na to, że wszyscy są równi. Tylko zapomnieliśmy o tym, że z tą równością jest pewien kłopot – chociażby związany z kompetencjami w danej dziedzinie lub przestrzeni, zdolnościami, umiejętnościami, talentem. Dzisiaj w mediach pyta się na przykład politologów o zjawiska epidemiologiczne, co przecież jest błędem metodologicznym, na tematy związane z biomedycyną wypowiadają się politycy, tak jak na temat sztuki, edukacji i sportu. Niestety, polityka zdominowała świat mediów i życie codzienne, nie tylko Polaków. Opinia kogoś, kto ma mierne pojęcie w danym temacie, w świecie zalanym ogromną falą informacji, przy pogłębiającym się uszczegółowianiu wiedzy - nie ma większej wartości. Nie zmieni tego poziom wiary w jej wyjątkowość osoby, która ją wypowiada. Żeby była jasność, kiedy specjalista z zakresu teologii lub filozofii wypowiada się na temat wirusologii, to również jest przejawem ignorancji. A przecież wiele osób wierzy temu, "co mówi Internet", dlatego położenie ekspertów jest coraz bardziej skomplikowane. Nie zgadzam się tu drastycznie z prof. Marcinem Królem, który twierdzi, że czas pandemii spowoduje docenienie prawdziwej nauki. Nic takiego się nie wydarzy. Widać to gołym okiem. Żyjemy w kulturze zdominowanej przez determinizm technologiczny, a to powoduje poważne zmiany w zachowaniu, także wpływa na procesy poznawcze współczesnego człowieka. Uważam, że wkroczyliśmy w epokę postszczęścia i postbezpieczeństwa, także w związku z powszechnością zjawiska mediatyzacji. Żyjemy w kulturze nasączonej nieufnością, gdzie ekonomia liczy się niestety bardziej niż człowiek.

 

W takim razie, gdzie w mediach z hejtem się raczej nie spotkamy?

 

Na forach specjalistycznych albo hobbystycznych. Tam jest trudniej zauważalny, ponieważ w tego typu miejscach skupiają się ludzie, którzy są znawcami danego tematu. Zaglądamy tam, aby pogłębić znajomość kwestii, które są nam potrzebne, które nas interesują. Nic dziwnego, że w tego typu przestrzeni hejt jest czymś bardzo rzadkim. Natomiast główne media, także te społecznościowe, zwalniają człowieka z odpowiedzialności i z poszukiwania wiarygodności informacji. Nie mamy czasu na to, żeby zweryfikować daną informację, jej źródła czy autora. Dziś dochodzi do tego, niestety także w mediach publicznych, że ta sama wypowiedź lub zdarzenie są przedstawiane w atrakcyjny dla danej stacji sposób. Nie ma mowy o zupełnej niezależności mediów. Ale tylko dobra jakość się obroni i uznanie, że rzeczywistość jest różnorodna. Ponadto od samych dziennikarzy, osób pracujących w charakterze dziennikarza i użytkowników mediów zależy bardzo wiele. W zasadzie każdy obywatel powinien podnosić swoje kompetencje medialne. W dzisiejszym świecie jest to jedno z zadań priorytetowych, o charakterze permanentnym. Edukacja medialna powinna stanowić dziś, nie tylko w mojej opinii, jeden z podstawowych przedmiotów nauczania na poziomie szkolnym i uniwersyteckim. Na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie dawno temu prof. L. Dyczewski wprowadził i upowszechnił studia z tego zakresu, gdzie do dziś łączy się znajomość technik i narzędzi z etyką oraz szerokim namysłem nad człowiekiem w perspektywie mediów i komunikowania.

 

Czy hejt jest zjawiskiem powszechnym czy raczej marginalnym?

 

Poszczególne źródła podają różne dane. Ale mówi się, że ponad połowa internautów w Polsce zetknęła się z hejtem w sieci. Natomiast kilkanaście procent internautów przyznaje się do hejtowania w sieci. Uważam jednak, że to są zdecydowanie zaniżone statystyki. Swoboda w obrażaniu innych wynika między innymi z tego, że ludziom brakuje kompetencji związanych ze światem emocji, uczuć, a także umiejętności funkcjonowania w zetknięciu z innymi osobami. Ponadto, gdy coraz częściej ludzie są skupieni na własnym interesie, nie patrzą na perspektywę drugiego. Niestety, bierność niektórych pracodawców czy instytucji odpowiadających za etykę i dyscyplinę zachowań sprawia, że nawet osoby wykonujące zawód zaufania publicznego obrażają innych oraz ich uczucia, są agresywne lub łamią zasady kultury w sieci. Takie ślady zostają w przestrzeni internetowej, a często stają się powodem pociągnięcia do odpowiedzialności karnej. Niektóre wypowiedzi i działania w sieci mają znamiona przestępstwa, niektóre są nawet ścigane z urzędu. Przy okazji sporu na temat lekcji emitowanych w telewizji publicznej napisałem, że gdyby ustawiono kamery w szkołach podstawowych i średnich w latach 90-tych minionego wieku, albo nawet teraz, to okazałoby się, że wielu nauczycieli nie posiada kompetencji, albo wykazuje brak kultury, albo agresję w stosunku do ucznia.

 

Czyli tak naprawdę obrażanie innych przenieśliśmy z życia realnego do mediów.

 

Wydaje mi się, że tak. Choć z pewnością charakter i powszechność mediów temu sprzyjają. Tymczasem słowo definiuje człowieka i zadaniem głównych instytucji oraz osób, które mają wpływ na społeczeństwo, w tym ekspertów, influencerów i celebrytów, powinna być troska o neutralność polityczną w swoich wypowiedziach, by nie dochodziło do dalszej polaryzacji. Należy mieć własne zdanie, swój określony światopogląd, dbać o indywidualność i pielęgnować ją, ale nie wolno dzielić. Trzeba uczyć dialogu i pokazywać, do czego jest potrzebny język i do czego jest powołany. Jeżeli ktokolwiek, nawet wybitny twórca, artysta czy naukowiec będzie się opowiadał po którejkolwiek stronie sporu politycznego, to stanie się niewiarygodny dla drugiej strony, a w ten sposób nie uda się niczego zmienić. Przy czym angażujemy się jako społeczeństwo w kłótnie polityczne i światopoglądowe, ale już trudno nam wziąć udział w proteście przeciwko ochronie siedlisk chomika europejskiego czy w proteście przeciw wycince drzew w mieście. Współczesny człowiek zdecydował się na obojętność i swego rodzaju uległość, kosztem wygody i względnego bezpieczeństwa. Bardzo trudno nam nie być wszystkożernym konsumentem. Ostatnie miesiące to potwierdziły.

 

Do czego dokładnie potrzebny jest język?

 

Język definiuje człowieka, jest narzędziem komunikowania się, wyrażania siebie, snucia opowieści. To, w jaki sposób mówimy o swoim oponencie, jak mówimy o swoim współpracowniku, jak mówimy o członkach swojej rodziny, jak mówimy o sąsiadach, jak mówimy o tych, którzy są gorzej wykształceni albo gorzej uposażeni materialnie - pokazuje jak myślimy i jacy jesteśmy. To, jak piszemy wiadomości – czy staramy się, żeby zwroty do innych były pisane wielką literą, czy dbamy o poprawność gramatyczną i interpunkcję, o kulturę, także wtedy, gdy nikt nie widzi i nie słyszy. Myślę, że to jest kwestia kultury osobistej i wrażliwości na drugiego człowieka. Tego nie uzyskamy przez ograniczenia prawne. Musi zaistnieć inny czynnik, należy zacząć doceniać i oceniać kompetencje na poziomie komunikowania, związane z poszanowaniem innych. Bez tego nie ma mowy o postępie. Jeżeli zaś nie zadbamy o standardy, to będzie to wyglądało, jak wygląda – będziemy wykorzystywani do walki politycznej, klasowej, światopoglądowej. Tymczasem powinniśmy narzędzia i technologie wykorzystywać do tworzenia lepszego świata, do tego by chronić najsłabszych, zagrożonych wykluczeniem, nierównym traktowaniem, utratą domu i pokoju, nierównym dostępem do dóbr czy wykorzystać je do skuteczniejszej ochrony środowiska naturalnego i ekosystemów.

 

Ale gdzie się edukować w tym zakresie? Dzisiaj dostałam filmik od koleżanki odnośnie koronawirusa z komentarzem „I w co tu wierzyć?”. No właśnie, w co? Jak się w tym nie pogubić, jak się bronić?

 

W dobie koronawirusa, zbieram na potrzeby badań sporo materiału, który pokazuje, że nawet eksperci z zakresu mediów i komunikowania ulegają fake newsom, skrajnym emocjom i upubliczniają poglądy świadczące o nierównym traktowaniu, a nawet wykluczaniu konkretnych osób czy grup. Moim zdaniem jest to nieprofesjonalne, także ze względu na studentów. Ci przecież mają prawo do tego, żeby mieć różny światopogląd, a w przypadku, kiedy ich spojrzenie nie będzie się pokrywało z podejściem prowadzącego zajęcia, mogą pojawić się wątpliwości choćby w kwestii oceniania. To nie jedyny przykład. Polityzacja mediów prowadzi również do agresywnych zachowań plemiennych. Mentalność rynkowa spowodowała, że w zasadzie nie jesteśmy w stanie zaangażować się na rzecz dobra wspólnego. Edukacja też została sprowadzona do etapu w indywidualnej karierze.

 

Czyli wszyscy powinniśmy nieustannie się uczyć korzystania z mediów.

 

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady z 2010 r. mówi właśnie o konieczności ciągłej edukacji w tym zakresie. Natomiast osobną kwestią jest to, skąd czerpać wiedzę i osąd pozwalający nam skutecznie i bezpiecznie korzystać z mediów. Oczywiście powinniśmy opierać się na kompetencjach osób, które na mediach się znają. Nie wystarczy jednak być teoretykiem, trzeba włączyć też praktykę. Najlepiej taką edukację prowadzić w zespołach interdyscyplinarnych. W ten sposób zajmujemy się tym wraz ze specjalistami ze Stowarzyszenia „AGAPE”. Mamy zespół składający się z praktyków i teoretyków mediów, psychoterapeutów, psychologów, prawników i pedagogów. Szkolenia dla szkół, urzędów, firm, i innych instytucji prowadzi cały zespół, a nie jedna osoba. Obok przekazywania wiedzy, pomagamy wyjść z problemów i kłopotów. To jest siłą zespołów interdyscyplinarnych. Także w procesie przeciwdziałania przemocy i cyberprzemocy.

 

Jednak nawet w dzisiejszym świecie rzeczywistość cyfrowa nie zawsze jest łatwo dostępna, co pokazuje na przykład nauczanie zdalne, z którym mierzą się liczne szkoły.

 

Rzeczywiście w mniejszych miejscowościach brak dostępu do Internetu jest problemem, ale to nie jedyny kłopot z nauczaniem online. Obecna sytuacja uświadomiła nam, że poza przesłaniem materiału wielu nauczycieli nie potrafi posłużyć się technologią. Przede wszystkim jednak, na co zwróciłem szczególną uwagę, problemem okazało się, że nagle trzeba było się z tym uczniem komunikować w sposób inny niż zwykle. Nie pod przymusem, nie pod presją, ale inaczej, potraktować go jako osobę, partnera w procesie edukacji. I okazuje się, że wielu ludzi nie ma kompetencji związanych z komunikowaniem, z językiem, z kulturą i szacunkiem wobec innych. Jeżeli zaś chodzi o nierówności w dostępie do sieci, to tutaj powinna pojawić się pomoc ze strony samorządu. Nie może być tak, że tylko czekamy, aż ktoś nam da. Dziwne jest żądać tylko i wyłącznie od szczebla centralnego, żeby łatał dziury na poziomie lokalnym. To przejaw roszczeniowości i nieodpowiedzialności. Może trzeba zrezygnować z festynów wyborczych i zainwestować te pieniądze w rozwój sieci internetowej, w wyrównanie szans ekonomicznych, kulturowych, edukacyjnych. Może zamiast budować kolejne chodniki i rewitalizować parki, wycinając przy tym drzewa - warto pieniądze inwestować w rozwój technologii i wiedzy, także w gminach wiejskich. Może czas na akcje angażujące i scalające lokalne społeczności, które będą planowane dla dobra wspólnego, a nie wyłącznie pod kątem różnych kampanii wyborczych. Trzeba doceniać wkład poprzedników, ale też planować sensownie aktualne działania na przyszłość. Odrębnym problemem są kwestie natury prawnej i psychologicznej, które wiążą się z przeniesieniem edukacji i wychowania do sieci.

 

Mówiłeś, że „AGAPE” ma ofertę skierowaną do szkół i innych instytucji. A skąd mają czerpać wiedzę ludzie dorośli, albo seniorzy, którzy Internet dostali już w wieku dojrzałym? Jak się nie zgubić na przykład w technikach manipulowania rozmaitymi danymi, informacjami? Jak się bronić?

 

W tym celu mamy również możliwości. Opracowałem też swój autorski projekt. Po pierwsze musimy studzić emocje i dbać o swoją prywatność, o kompetencje, ale i zdrowie psychiczne. To oznacza, że nie powinniśmy pokazywać wszystkiego, co mamy w domu i tego, jak żyjemy, ani zdjęć dzieci, które nie mają wpływu na to, co opublikują ich rodzice. Nie zawsze właściwym jest pokazywanie, gdzie spędzamy wakacje, z kim spędzamy wieczór, gdzie robimy zakupy. Nie chodzi tu wyłącznie o kreację wizerunku czy autopromocję, ale o kwestie bezpieczeństwa. Eksperci ze stowarzyszenia "AGAPE" w Lublinie są przygotowani na spotkanie z grupami osób dorosłych, seniorów, emerytów. Dlaczego zakład pracy, albo biblioteka gminna lub osiedlowa nie miałaby zorganizować takiego spotkania dla określonego profilu osób?

 

Wiele osób, szukając ekspertów na przykład w temacie zdrowia, znajduje znachora i on jest dla nich bardzo przekonujący...

 

Wiele osób zakłada po prostu konta w mediach społecznościowych i funkcjonuje w nowych mediach tylko po to, aby odnosić korzyści. Świat mediów daje możliwość zarabiania pieniędzy albo zbijania innego kapitału, chociażby popularności, rozpoznawalności. Widoczność medialna też ma swoje korzyści. Na przedmiot wiary ludzi nie mamy wpływu. Niekiedy jednak irracjonalne zachowania prowadzą do utraty pieniędzy, a nawet zdrowia. Dlatego warto rozmawiać z najbliższymi, gdy chcemy podjąć ważne działania w sieci, dotyczące np. inwestycji finansowych, zakupów, zdrowia, udostępniania danych. Warto się konsultować i zachować bezpieczeństwo.

 

W takim razie jakich osób unikać?

 

Z pewnością nie wolno ufać osobom, które negują podstawy i założenia naukowe. Nie powinniśmy ufać osobom, które piszą o danym temacie, nie będąc ekspertami. Zdecydowanie należy unikać osób, które mają łatwe i skuteczne rozwiązanie wszystkich problemów na wyciągnięcie ręki.

 

A jak chronić dzieci? Bo to jest na przykład mój problem. Staram się, żeby moje dziecko oglądało tylko to, na co pozwalam i najlepiej w moim towarzystwie, ale wiem, że z czasem tak nie będzie, nie będę w stanie tego kontrolować.

 

Przede wszystkim, żeby chronić dziecko, rodzic musi mieć wspomniane kompetencje. A często zdarza się jednak tak, że pokolenie rodziców jest mniej kompetentne cyfrowo niż pokolenie dzieci czy młodzieży. I tu wkracza właśnie kultura dialogu, komunikowania się. Jeżeli nie ma komunikacji, jeżeli nie ma szacunku, cierpliwości, zainteresowania w obrębie rodziny, to nigdy nie będziemy w stanie w pełni zaufać dziecku ani go ochronić. Na pewno korzystając z Internetu, dziecko dowie się o rzeczach, których nie dowie się od swoich rodziców albo zobaczy coś, czego rodzice by nie chcieli, żeby zobaczyło. Dlatego należy rozmawiać, budować wspólną przestrzeń zaufania. Warto poznawać świat zainteresowań dziecka, muzykę, literaturę, kulturę. Nie negować tego, ale się tego uczyć, poznawać, dyskutować. Rodzic powinien się ciągle uczyć, a przede wszystkim zawsze być oparciem dla dziecka, nawet gdy ono popełni poważny błąd. W kwestii mediów społecznościowych - rodzic powinien umieć wytłumaczyć dziecku, że ilość obserwujących czy polubień na Instagramie nie decyduje o jego wartości. I uświadamiać, że tak naprawdę trwałe są więzy rodzinne, pasja, przyjaźń, solidarność, dialog, poszanowanie drugiego, poświęcenie na rzecz innych, uczciwość - cechy, które pozwalają nam przetrwać jako społeczeństwu, ale są ważne także w rozwoju osobistym.

 

Nie trzeba więc odcinać dziecka od Internetu?

 

Nie da się. Dzisiaj praktycznie wszystkie treści, łącznie z ofertą duchową, czerpiemy z Internetu. Owszem, trzeba pozwolić każdemu na to, żeby szukał dobrych treści dla siebie, ale przecież nie możemy ciągle funkcjonować w Internecie. Dlatego w przestrzeni rodziny, bez względu na jej kształt, trzeba robić coś wspólnie, żeby dziecko widziało pewne nawyki, na przykład, że rodzice czytają książki, szanują swoje zdanie, dbają o innych, o środowisko naturalne, nie używają agresji. Jeżeli nie będziemy się uczyć wrażliwości, to jej wrodzona dawka może okazać się niewystarczająca do szczęśliwego życia.

 

Czyli dajemy dziecku wolność i uczymy własnym przykładem?

 

Myślę, że trzeba dać dziecku wolność, ale jednocześnie też stawiać wymagania. Młode pokolenie nie musi być zadowolone z tego, z czego było zadowolone starsze. Te różnice nie wynikają już tylko ze starcia pokoleń, ale w znacznym stopniu z charakteru przemian kultury. Przecież świat zbudowany przez starsze pokolenia i utrwalany przez obecne pokolenie dorosłych nie może się podobać. Zwłaszcza ludziom młodym, którzy często czują lęk przed jutrem. Zaraźliwy język zagrożenia niestety służy niepokojom. Innym problemem jest niestabilność na rynku pracy i różnego rodzaju nierówności oraz "nietrwałość wszystkiego w świecie ludzi".

 

Nie jest to łatwe. Często kończy się awanturą i to nie tylko w mediach społecznościowych.

 

Paradoksalnie jednak media społecznościowe mogą nam pomóc w uczeniu się komunikacji. W pewnym sensie zawierają elementy terapeutyczne, bo mamy tam kontakt głównie z ludźmi, z którymi coś nas łączy. Ktoś, z kim absolutnie się nie zgadzamy, nawet się nie pojawi w "naszym świecie". A żeby podnosić kompetencje cyfrowe, powinniśmy też podnosić kompetencje komunikacyjne, pamiętać, że drugi człowiek jest osobą, że nie wolno go krzywdzić, że nie tylko moje „ja” ma znaczenie. Chodzi o poszanowanie innych, bez rezygnowania z tego, co stanowi wartość dla nas. Problem z mediami masowymi polega na tym, że wyłączają myślenie u wielu ludzi, nie dają miejsca jednostkowemu myśleniu. Skupiają się na masie.

 

Łatwo jest zaakceptować, polubić coś, co polubiło 5 tysięcy innych osób. Człowiek czuje się silny w większości. Ale to może być złudne, prawda?

 

Trudno polubić coś, co jest niepopularne, co jest mniej "fajne" albo nie do końca łatwe i przyjemne. Dlatego wiele osób ulega fascynacji czymś, co jest mdłe, nie niesie ze sobą treści, jest topliwe i stanowi część rozrywki, która staje się dominująca w przekazie medialnym. Poza tym, warto pamiętać, że ludzki umysł nie jest w stanie przyjąć zbyt dużej ilości informacji, bodźców. Dużo się dziś mówi o multitaskingu, kiedy jednocześnie piszemy artykuł, odbieramy maila, odpisujemy na sms albo rozmawiamy przez telefon, ale tak naprawdę nasz mózg ma ograniczone możliwości. Dlatego musimy dbać o zdrowie psychiczne, także w środowisku medialnym. Ta wielozadaniowość obecna jest także w świecie offline.

 

Czy media mają tylko negatywną stronę?

 

Oczywiście, że nie. Świat medialny nie zawsze jest zagrożeniem, ma wiele pozytywów. Zwłaszcza pandemia koronawirusa pokazała, że dzięki technologii możemy kontaktować się z bliskimi, pracować, korzystać z rozrywki, robić zakupy, a nawet uczestniczyć w kulcie religijnym w formie zapośredniczonej. Przebywając tylko i wyłącznie w domu, nie jesteśmy zupełnie odcięci od innych. Jednak nic nie zastąpi kontaktu bezpośredniego z drugą osobą. Dużo więc zależy od tego, jak mówimy o drugim człowieku, jak mówimy o instytucji, do której należymy i którą reprezentujemy, nawet jeżeli ona ma niedoskonałości. Ten, kto tylko i wyłącznie narzeka, kto często obraża, albo myśli o sobie w kategoriach wyższości względem innych - nie zbuduje lepszego świata. Od takich ludzi powinniśmy stronić i negatywnie oceniać takie zachowania. Również w sieci lepiej nie obserwować takich osób. Trzeba dbać o swoją higienę psychiczną. Jeżeli ktoś nas skrajnie denerwuje albo drażni, albo rani, albo obraża, trzeba stawiać granice. Nie wolno tolerować agresji i przemocy. A jeśli chcemy, żeby w życiu dorosłym człowiek dbał o swoje granice, żeby nie stał się nigdy ofiarą przemocy, to musimy szanować granice, które wyznacza już jako dziecko.

 

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała Katarzyna Grębska

 

Pokaż więcej wpisów z Sierpień 2020
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel